Niech Sigmar Was strzeże ! Dziś trzeci już wpis z cyklu 30-Day WFRP Challenge \m/.
Dzisiaj opowiem o mojej ulubionej, warhammerowej profesji. Wybór mam spory i wiele też zależy od edycji. W "pierdycji" bardzo polubiłem inżyniera, no kurcze- to był naprawdę dobry wybór na przykład dla krasnala. Miałeś bombkę na start i całkiem dobre zdolności oraz umiejętności, chociaż nie polecam jej początkującym bo nie raz i nie dwa zdarzyło się, że na pierwszej sesji ktoś niefortunnie trafił takim pociskiem w łepetynę swojego towarzysza broni co zazwyczaj kończyło się stratą PP'ka.
Jeśli zaś chodzi o drugą edycję to tutaj wybór jest już cięższy. Lubię tematyczne profesje takie jak Kozak Kislevski albo Berseker z Norski, lecz największą sympatią darzę Łowcę Nagród. Działa w szarej strefie, często żeby zdobyć informacje o bandziorze na którego poluje musi się wtapiać w otoczenie miejskiego półświatka. Nie ograniczają go żadne cesarskie dekrety, może być brutalny w swoich działaniach, ma szeroką gamę środków które wykorzystuje do osiągnięcia celu. No i ma fajne umki :D. Aktualnie szykuję się do grania w swoją pierwszą kampanię (hell yeah!) i moją postacią jest właśnie ropsmen Borys który para się łapaniem złoczyńców.
Tyle ode mnie Moi Drodzy ! Jutro na blogu zamieszczę dwa wpisy fluffowe. Oba wzięły udział w konkursie Hammertag organizowanym przez Noobirusa z Jaskini Noobirusa oraz Pafnucego z bloga pafhammer.net . Wziąłem sobie do serca uwagi komentujących i postanowiłem poprawić nieco zwycięską pracę pt. " Ghraz Andgrimm". Do jutra!
czwartek, 26 listopada 2015
środa, 25 listopada 2015
30-Day WFRP Challenge#2
Czas na kolejny wpis z serii 30-Day WFRP Challenge ! Tym razem opowiem Wam o mojej ulubionej grywalnej rasie z uniwersum Warhammera \m/.
Ciężko jest mi zdecydować się którą rasę lubię najbardziej, ponieważ jestem zwolennikiem homebrew rules i często korzystam z nieoficjalnych lub pół-oficjalnych dodatków. Gdybym jednak miał wybierać tylko z tych oficjalnych to mój wybór padłby na dumnych Khazadów! Krasnale w Warhammerze mają swój unikalny klimat, leją zielonoskórych i skaveny po mordach no i mają zabójców trolli !! No i piwo, piwo jest bardzo ważne.
Osobiście krasnoludem nigdy nie grałem, ogólnie graczem byłem może kilka razy na przestrzeni lat i to w krótkich przygodach, kampanie tylko prowadziłem. Jednak mimo wszystko gdybym miał zagrać dłuższą kampanię to zagrałbym krasnalem. Nadmieniam jednak, że w moim pojmowaniu tejże rasy nie myślę o nich jako rubasznych pijakach którzy tylko by coś wysadzali, rąbali toporem albo chlali na umór. Według mnie są to jednostki tak samo zróżnicowane jak ludzie, jedni zgorzkniali i topiący swoje smutki w alkoholu, może weseli i dobroduszni, może zepsuci do szpiku kości. Stanowcze stop uogólnianiu brodaczy !
Tyle na dziś Moi Drodzy. Do jutra!
Ciężko jest mi zdecydować się którą rasę lubię najbardziej, ponieważ jestem zwolennikiem homebrew rules i często korzystam z nieoficjalnych lub pół-oficjalnych dodatków. Gdybym jednak miał wybierać tylko z tych oficjalnych to mój wybór padłby na dumnych Khazadów! Krasnale w Warhammerze mają swój unikalny klimat, leją zielonoskórych i skaveny po mordach no i mają zabójców trolli !! No i piwo, piwo jest bardzo ważne.
Osobiście krasnoludem nigdy nie grałem, ogólnie graczem byłem może kilka razy na przestrzeni lat i to w krótkich przygodach, kampanie tylko prowadziłem. Jednak mimo wszystko gdybym miał zagrać dłuższą kampanię to zagrałbym krasnalem. Nadmieniam jednak, że w moim pojmowaniu tejże rasy nie myślę o nich jako rubasznych pijakach którzy tylko by coś wysadzali, rąbali toporem albo chlali na umór. Według mnie są to jednostki tak samo zróżnicowane jak ludzie, jedni zgorzkniali i topiący swoje smutki w alkoholu, może weseli i dobroduszni, może zepsuci do szpiku kości. Stanowcze stop uogólnianiu brodaczy !
Tyle na dziś Moi Drodzy. Do jutra!
wtorek, 24 listopada 2015
30-Day WFRP Challenge #1
Postanowiłem podjąć wyzwanie które zaproponował dawno temu Adriano Kuc na swoim blogu, czyli 30-Day WFRP Challenge! Jako miłośnik Warhammer wprost nie mogę się oprzeć, aby choć nie spróbować podołać wyzwaniu ! Zapraszam \m/
Lista
pytań prezentuje się następująco:
- Jak zacząłem grać w Warhammera
- Ulubiona grywalna rasa
- Ulubiona profesja
- Ulubiony kraj w Znanym Świecie
- Ulubiony zestaw kości, kostka
- Ulubione bóstwo
- Ulubiona edycja
- Ulubiony dodatek
- Ulubiona postać, którą grałem
- Ulubiona postać, którą nie grałem
- Najbardziej dziwna, szalona sytuacja jaka przytrfafiła się podczas sesji
- Ulubiona przygoda, którą prowadziłem
- Ulubiony typ labiryntu lub lokacji
- Ulubiona pułapka/zagadka
- Ulubiony Bohater Niezależny
- Ulubiona istota humanoidalna
- Ulubione zwierzę lub potwór
- Ulubiony ożywieniec
- Ulubiona istota eteryczna
- Ulubiony żywiołak
- Ulubiony demon
- Ulubiony stwór Chaosu
- Ulubiony potwór (ogólnie)
- Najmniej ulubiony potwór (ogólnie)
- Moc/Szkoła magii
- Najciekawszy przedmiot magiczny
- Najciekawszy niemagiczny przedmiot
- Postać, którą chciałbym zagrać
- Postać, którą nigdy nie zagram
- Najlepszy mistrz jakiego miałem
I
Jak zacząłem
grać w Warhammera? Odpowiedź jest bardzo prosta: jakoś tak wyszło,
że moim pierwszym RPG był Warhammer. Samymi erpegami zaczałem
jarać się w podstawówce, po przeczytaniu "Smoków Jesiennego
Zmierzchu" Tracy'ego Hickmana i Margaret Weiss. Grupka
awanturników walczących z potworami, zdobywająych magiczne
przedmioty... To było coś. Po krótkim researchu w internecie
dowiedziałem się, że powieść powstała na podstawie Dragonclance
które było settingiem do D&D. Dlaczegóż więc nie D&D
zapytacie? Ano do Warhammera potrzebny był tylko jeden podręcznik i
spodobała mi się facjata zabójcy trolli na okładce. Nakręciłem
brata, żeby razem ze mną przekonał mamę, że jest to całkiem
fajny prezent pod choinkę. Potem wystarczyło dorwać jakichś
kolegów, którym mógłbym poprowadzić sesję. Z niektórymi gram
do teraz, więc chyba nie narzekają na moje prowadzenie.
Poniedziałkowa Chata Wujcia Gorbazda #2
Cóż,
z małą obsuwą ale jest! Po raz kolejny zawitamy do Chaty Wujcia
Gorbazda!
A w dzisiejszym odcinku coś
specjalnego! Zapraszam na kurs bezpiecznego wystrzeliwania się z
katapulty!
No,
ozdadnio muj plan nie porzedł tak jak kciałem. Błendy tenchiczne
czy jakoś tag. Sąziadowi ukr... znaczy ten no pożyczyłem ode
njego zgrabną katapultem winc dziś jom wykoszyzdamy. Najsampierw to
musimy jom pozkładać, oszczegam że ustrojstwo jest
sko...skompo...slop...skomplikowane no. Potym to musimy znaleść
jakowegoś kamerdolca, najlepiej takjego duuuuurzego! Jak ci sje nje
kce tyrać samymu, to weźmij gobasy. Te pokurcze jak sie je dopsze
nastraszy to latają jak po orkowych grzypkach.
Teroz
musirz znajść jakomś miejscuffke gdzje bydziesz londować. Morze
być jakiź zbjurnik z wodom albo poduchy, duuuszo poduch mi inaczyj
bedzie dupa potem boledź.
No jak
jusz to wszysko zrobirz to musirz załoszyć czapkem, bo tam na guże
wiater wieje strarzliwie i zimno w czerep jest i oksy, oksy som
warzne żebyś wyglondał jak na latacza pszystało.
Karz gobasom pszyczepić kamerdolec do katapulty i sobie siondź
wygodnie w łyszce. Chyba rzem o czymś zapomnioł, ale to jusz nie
warzne bo czas na latanieeee! Maźnij se jeszcze na japie czerwonom
farbom barwy wojenne bo czerwony robić szypszy i każ gobasom zrobić
trach, szeby wyszczelić i latać!!! WAAAAAGH!!!
Teroż
już wim o czym żem zapomnioł, auć auć, dupa boli mocno. Zanim
karzesz gobasom wyszczelić, to musirz wycelofwać katapultem tam
gdzje kcesz polatać, bo ja żem trafił w chate i teściofa byndzie
mnie okładać maczugom po łbie za ten dziurafy dach. Jak źle
zrobisz to bendzie cie boleć nie tylko zadek ale i baniak. Wienc
szczelajcie i latajcie maje śmierdziuchy, ale rupcie to z głowom bo
skończydzie bez niej.
poniedziałek, 16 listopada 2015
Poniedziałkowa Chata Wujcia Gorbazda #1
Poniedziałek...
Dzień którego nikt nie lubi. Mówiąc "nikt" mam na myśli
ludzi z mojego otoczenia, ale gdzie indziej pewnie jest tak samo.
Stąd też pomysł na cotygodniowy, poniedziałkowy wpis z
przymrużeniem oka sygnowany nazwiskiem wujcia Gorbazda. Kim jest
wujcio, zapytacie ? Gorbazd to samozwańczy naukowiec i siłą rzeczy
orkowy kaskader. Jest stary, a jego wiek świadczy o tym, że jest
dobry w tym co robi (albo po prostu ma szczęście). Zapraszam!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siadajta i
słuchajta zielone skunksy. Wujcio pszedztawi dźis wam jak ze
zwykłej takowej beczułki morzna zrobić WAAAGH! RAKIETEM ! Jedyne
co poczebujecie to beczuła z palnom substancjom i palnik, a no i żem
zapomnioł o czerwonym mazidle BO CZERWONY ROBIDŹ SZYPSZY. Dla
wygodności morzecie też siodło albo krzesło jakie dać, ale to
bez musu bo i tak sie za barzo na rakjecie nie uczymiecie. Ma bydź
WAAAGH a nie jakieś pierdułki.
No to ten,
stawiacie takom beczkje w pozjomje, malujecie jom pendzlem na
czerwono, morzecie teraz pszyczepić siodełko, bo puśniej to jusz
za puśno bedzie. No a potym to okraczem na beczce siadacje, w łapsko
palnika bierzeta, pszykładacie do dzjury w beczce i WIŚTA
WAAAGH.
(Wujcio Gorbazd niestety nie zdążył wytłumaczyć jak lądować, lub chociaż zejść z rakiety, nie łamiąc kończyn swoich i pobratymców. To wszystko w kolejnym odcinku).
(Wujcio Gorbazd niestety nie zdążył wytłumaczyć jak lądować, lub chociaż zejść z rakiety, nie łamiąc kończyn swoich i pobratymców. To wszystko w kolejnym odcinku).
niedziela, 15 listopada 2015
Na dobry początek
Cóż, chyba dla
każdego geeka przyjdzie ten czas, że swoimi zajawkami, pomysłami i
dziełami będzie chciał podzielić się w szerszym gronie. Na mnie
też ów czas przyszedł, tak więc bez owijania w bawełnę witam na
mym skromnym blogu!
O czym będę
tutaj pisał ? Chyba o wszystkim- opowiadania, raporty z sesji,
projekty modelarskie, mini-dodatki do rpg'ów w które grywam.
Pomysłów mam wiele i mam nadzieję, że choć część z nich uda
mi się zrealizować. Na pierwszy ogień pójdzie opowiadania w
klimatach "Changeling" autorstwa mej skromnej zielonej
osoby. Enjoy!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudził
się z okropnym bólem głowy, jakby ktoś zeszłej nocy tłukł jego
czaszką o ścianę. Cholera, może faktycznie tak było ? Jak przez
mgłę przypominał sobie wczorajszy dzień. Poszedł do starego baru
McGraw'a na Cross St. Lubił to miejsce- ciasne, ciemnie
pomieszczenie wypełnione papierosową mgłą i ludźmi którzy nie
mieli nic do stracenia, zupełnie jak on. Zamówił kolejkę, potem
kolejną i jeszcze jedną. Potem, potrząsając szklanką z resztkami
whiskey i lodu wsłuchiwał się po raz kolejny w historię Terrenca
Chamberleine'a o tym jak kilka lat temu w Wietnamie seria z karabinu
maszynowego urwała mu nogę i lewe jądro. Robił wszystko by nie
myśleć, a wiele rzeczy uparcie wciskało się w zakamarki jego
świadomości, jedna ze szczególną siłą, jakby akurat ta myśl
posiadała pazury którymi z premedytacją rozdrapywała jego mózg w
poszukiwaniu miejsca w którym mogłaby się zagnieździć. Charlie
Gates był mordercą, to znaczy wszyscy uważali go za mordercę. Nic
mu nie udwodniono ale w zbiorowej świadomości mieszkańców Dunlowe
w stanie Maine to przez niego piękna Charlotte Stevenson zniknęła
w niewyjaśnionych okolicznościach. Widział to w ich oczach.
Widział to kiedy mijał na ulicy dawnych przyjaciół ze studiów, w
oczach Katy z supermarketu, jego pierwszej miłości z podstawówki.
Dostrzegał to nawet w oczach rodziców. Wiemy, że to ty Charles.
Może ją zgwałciłeś? Pokłóciliście się i nie wytrzymałeś?
Udusiłeś ją? Oh, Charles, ona była taka piękna. Ale jesteś
naszym synem, więc akceptujemy cię, przecież policja powiedziała,
że nie odnaleziono sprawcy, prawda Charles?
W
barze zaczepił go Stewart Golden, kiedyś sportowiec i obiekt
westchnień dziewczyn z koledżu. Teraz pijak i rozwodnik, jego żona
uciekła od niego dwa lata temu przed świętami, prał ją i ich
kilkuletniego synka. Od tamtej pory co wieczór przesiaduje u
McGraw'a. -Co jest śmieciu? Siedzisz sobie tutaj, a Charlotte gnije
w jakimś dole. Jak się z tym czujesz? Dziwię się, że nie
posadzili cię na krześle-. Wszyscy wiedzieli, że Stevie
podkochiwał się w niej od liceum, ale jakimś trafem ona wybrała
jego- introwertycznego kujona. Stevie nie miał powodów by go lubić.
Teraz pałał do niego nienawiścią tak płomienną, że można nią
było się sparzyć.
Porządnie
już wstawiony, Charlie przetarł porośniętą kilkudniowym zarostem
twarz i chciał wstać, ale silna dłoń footbalisty chwyciła go za
przegub.- Nigdze się nie wybierasz larwo-. Drugą ręką chwycił go
za kark i z całej siły wyrżnął jego głową w stół. Charlie
poczuł słony, metaliczny smak krwi w ustach. Nie zdążył nawet
mrugnąć, gdy leciał już w stronę ściany z tarczą do rzutek.
Grzmotnął w nią całym ciałem, aż zaparło mu dech, upadł, nie
był w stanie ustać na nogach. Dalej już były tylko kolejne ciosy
a potem ciemność. Nie mógł sobie przypomnieć jak trafił do
domu.
Ale
pamiętał sen, nocną marę, która nawiedziła go w alkoholowych
omamach. Klisze z najpiękniejszego i zarazem najpotworniejszego dnia
jego życia.
Wraz
z Charlotte wracali starym chevroletem Charliego z dożynek w Bangor,
kilka kilometrów od Dunlowe. Charlie nie chciał jechać ale ona
uparła się. Spędzili całkiem miły wieczór w wesołym
miasteczku, wygrał jej nawet niebieskiego pluszaka z guzikami w
miejscach oczu.Jak ona się wtedy cieszyła; od ucha do ucha, swoimi
białymi jak perły ząbkami. Potem zjedli ciepłą kukurydzę z
masłem i wypili gorącą herbatę. Kiedy szli na parking Charlotte
przyciągnęła go do siebie, owionął go zapach goździków i
cynamonu. Kiedy całowali się, jej miedziane loki łaskotały go po
policzkach.
Byli
jakieś pół godziny od domu, kiedy nagle na drodze, w żółtych
promieniach przednich świateł, pojawiła się ludzka sylwetka.
Charlie zahamował ostro, opony zapiszczały potępieńczo. Charlotte
wrzasnęła.Wyszedł z samochodu, obszedł go dokoła ale niczego nie
zauważył. Był wrzesień, ale temperatura była na tyle niska, że
widział obłoczek pary wydobywający się z jego ust. Księżyc
oświetlał wysokie drzewa po obu stronach szosy, rzucały
pokraczne,złowróżbne cienie. Ktoś położył dłoń na jego
ramieniu, drgnął. - Charlie, co to było?- Pewnie jakieś zwierzę-
mruknął sam nie przekonany swoimi słowami. W jej brązowych,
sarnich oczach dostrzegł zaniepokojenie.
Wicher
zawył potężnie, prawie go przewracając, usłyszał szelest między
drzewami z lewej strony. I nagle ujrzał zimne, upiorne światło.
Spomiędzy gąszczy wyszedł orszak istot, które mogły zostać
zrodzone jedynie w koszmarze. Blade, wyniosłe postacie, ubrane jakby
przeniosły się tu z innej epoki, a za nimi ogromne ogary,
szczerzące kły i machające lepkimi od śliny jęzorami. Charlie
stał oszołomiony, strach zdusił w nim krzyk. Istoty przeszły obok
niego. Ich wzrok spaczony był w sposób, w jaki mógłby być tylko
wzrok nieśmiertelnych, wiecznych istot. Poczuł zapach pięknych
pachnideł wymieszany z fetorem mokrej sierści i piżma. Najwyższa
z istot, majestatyczna, piękna kobieta, wyciągnęła rękę w
stronę Charlotte. Oślepił go wypalający oczy blask. Kiedy
odzyskał wzrok był już sam, w ciemności. Jedynie księżyc
spoglądał na niego, niczym oko dawno zapomnianego boga.
Ktoś cicho zapukał do drzwi.
Zdziwił się, od dawna nikt go nie odwiedzał. Wstał powoli,
niechcący strącając ze stołu stosk butelek, brzęk tłuczonego
szkła wbił się w jego głowę jak długi, zardzewiały gwóźdź,
skrzywił się. Pukanie nie ustawało. - Kurwa, już idę!- krzyknał,
naciągając na siebie rozciągnięty, czarny sweter. W mieszkaniu
niespodziewanie zrobiło się lodowato.
Kiedy otworzył drzwi ziemia pod
nim jakby na ułamek sekundy zniknęła. Oczy zapiekły go, w gardle
pojawiła się lepka, oślizła gula.- Charlotte...- stała przed
nim, tak samo piękna jak wtedy, ubrana w brązowy płaszcz, z szyją
owiniętą szalikiem, który dał jej trzy lata temu na walentynki...
Dokładnie jak w noc swojego zaginięcia. Jego oddech przyspieszył,
mimo włączonego ogrzewania, z jego ust wydobywały się obłoki
pary, przeszedł go dreszcz. - Nie wpuścisz mnie?- zapytała,
uśmiechając się figlarnie.
Odsunął się, pozwalając aby
weszła. Mimo że był wrzesień, w jej włosach zauważył płatki
śniegu, policzki miała zarumienione. Pomógł jej zdjąć płaszcz,
jej ramiona pokryte były gęsią skórką. Wtuliła się w jego
tors, zlustrowała go swymi jadowicie zielonymi oczami.- Tęskniłam
tygrysku- szepnęła do niego. Pachniało od niej sosnowymi igłami i
chłodem, nie czuł goździków i cynamonu.
Setki myśli przemykały mu
przez głowę z prędkością światła. Czuł dziesiątki emocji na
raz, wszystkie wspólne wspomnienia widział przed sobą, jak film,
retrospekcję.
Tej nocy kochali się długo,
namiętnie, jakby to były ich ostatnie chwile razem. Przez tę jedną
noc, spleceni w nierozerwalny, miłosny węzeł byli bytem
doskonałym, Adamem i Ewą którzy zakazany owoc spożywali na
przekór każdemu bogu tego świata, wznosząc się na wyżyny
rozkoszy, perwersyjnej, wyuzdanej, pierwotnej. Na ten miłosny akt
przelali wszystkie swoje najmroczniejsza pragnienia i żądze, które
władają każdym znas . Potem przyszedł sen, a z nim koszmary.
Stał
pośrodku lasu, w oddali widział stary tartak. W lewej ręce trzymał
świecę, w prawej nóż. Wiatr przemykał między drzewami, zakradał
się w leśne poszycie. Księżyć spoglądał na niego z kobaltowego
przestworu. Między drzewami widział postaci, ciemne, rozmyte
kształty obserwowały go. Na polanie na którą zmierzał płonęło
ognisko. Wokół niego wirowały w opętańczym tańcu blade, wysokie
istoty w maskach ze zwierzęcych czaszek, z wyrytymi na nich
bluźnierczymi symbolami. Miast włosów u niektórych płonął
płomień, u innych z głów wyrastały kolczaste pnącza. Śpiewały
w języku, który pamiętał jeszcze dawne eony, pieśń pęłną
zgorzknienia, krwi i bólu. Nad nimi, na tronie z poroży, kwiatów i
zamarzniętego płomienia zasiadała Królowa, ubrana jedynie w
światło bijące od falującego ognia.
Wskazała
na niego palcem. Podszedł posłusznie, blade istoty wpatrywały się
w niego swymi nieczułymi, zimnymi oczami, skrytymi za makabrycznymi
maskami. Od ognia odpalił święcę, którą ułożył u stóp
Królowej.- Pani Sidhe, Królowo życia i śmierci, przychodzę do
ciebie z prośbą. Ofiarowuję ci największy z darów: moją duszę
i całe jestestwo. W zamian chcę abyś urokiem lub klątwą związała
mnie z kobietą której tak pragnę. Uniósł lewą rękę i powoli,
bez zawachania przeciągnął po niej ostrzem noża. Struga krwi
spłynęła do ognia, Królowa zasyczała w ekstazie. Pakt został
zawarty. Ognisko zgasło, istoty rozmyły się... Poczuł zapach
krwi.
Otworzył oczy, jedyne co
widział, to jadowicie zielone oczy i kły błyszczące w
nienaturalnie szerokiej paszczy. Bestia uśmiechała się do niego
szyderczo, fioletowym jęzorem oblizała spękane, sine wargi.
Kropla gęstej, śmierdzącej
śliny skapnęła mu na policzek. Głosem, który brzmiał jakby
wydobywał się z piekielnych czeluści, bestia szepneła mu do ucha,
jęzorem wodząc po małżowinie.- Królowa cię wzywa, przed nią
nie ma ucieczki- zawyła i krzywymi pazurami zaczęła rozdzierać
jego ciało, z taką zawziętością jakby chciała dokopać się do
jego duszy, do esencji jego człowieczeństwa, długim jęzorem
wysysała szpik z jego kości.
Ludzie szybko zapomnieli o
Charlie'm Gatesie. Podobno powiesił się w piwnicy swojego
mieszkania.
Charlotte Stevenson nigdy nie
odnaleziono, dochodzenie w jej sprawie umożono niedługo po
samobójstwie Gatesa, uznano ją za zmarłą.
Królowa jeszcze wiele razy
przelatywała ze swym orszakiem na nieboskłonie, czekając aż
kolejna podła istota sprzeda swoje życie za marny ochłap
przyziemnych pragnień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


